23 marca 2017 | 02:08

1 ZDJĘCIE
Wang Zicheng / Wang Zicheng - Imaginechina
Polacy lubią kupować na Allegro, ale coraz chętniej korzystają też z platform zagranicznych - Amazona i eBaya oraz chińskiego AliExpress. Jak kupować u chińskiego giganta, by się nie naciąć?
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Serwis AliExpress działa od 2010 r. i stał się największą na świecie platformą sprzedaży online. Jest częścią istniejącej od 1999 r. grupy handlowej Alibaba. Korzystanie z AliExpress nie różni się zasadniczo od korzystania z innych serwisów zakupowych. Nie trzeba znać języka obcego, bo strona ma wersję polskojęzyczną, choć jakość tłumaczeń bywa kiepska.
Do zapoznania się z ofertą nie trzeba zakładać konta, ale będzie ono konieczne do zakupów. Czy warto zaufać anonimowemu sprzedawcy z Chin, który może przesłać marnej jakości towar, a odesłanie go może kosztować więcej niż sam nietrafiony zakup? Takie obawy są nieuzasadnione. AliExpress ma bardzo dobrze rozbudowany system rekomendacji i narzędzi do weryfikowania sprzedawców i jakości towarów.
Na AliExpress można kupować nawet pojedyncze produkty, raczej nie zdarza się, by sprzedawcy ustanawiali jakąś minimalną wartość zamówienia. Większość towarów jest dostarczana do Polski bezpłatnie (należy poszukać wzmianki o „free shipping”) i, co ciekawe, także tu nie ma wymogów co do minimalnej wartości przesyłki. Można więc zamówić jeden guzik, zapłacić za niego dwa centy – i skorzystać z bezpłatnej dostawy (najczęściej będzie to list).
Wszystkie informacje o sposobach dostawy i cenach znajdują się w zakładce „dostawa i zapłata”. Dodałam do koszyka kolczyki w cenie ok. 2 dol. System zaproponował mi dwie bezpłatne formy dostawy, które nie dają jednak możliwości śledzenia przesyłki. W tym wariancie dostanę ją w ciągu 27-48 dni. Gdyby mi się spieszyło, mogę wybrać dostawę kurierem (np. FedEx lub DHL), ale cena dostawy – w ekstremalnym wariancie – to aż 105 dol. (!). Dobrze jest zapłacić za bezpieczny (i umożliwiający śledzenie przesyłki) sposób dostawy przy zamawianiu towarów o dużej wartości, jak biżuteria i elektronika. Może się jednak wtedy okazać, że po doliczeniu kilkudziesięciu dolarów taki zakup przestanie być opłacalny.
Choć ceny towarów są podawane w dolarach amerykańskich, to do zakupów nie jest potrzebne konto walutowe. Można płacić kartą kredytową za pośrednictwem serwisów PayPal i Przelewy.pl. Cena jest automatycznie przeliczana na złotówki i taką kwotę pobierają nam z konta.
Ciekawa jest zasada, że sklep dostaje pieniądze za sprzedany towar w momencie, gdy klient potwierdzi otrzymanie go i nie zgłosi żadnych zastrzeżeń. Kupujący, który ma zastrzeżenia, może towar reklamować, co nazywa się otwarciem sporu („open dispute”) i wymaga opisania problemu w serwisie. Klient może żądać zwrotu pieniędzy (całej wpłaconej kwoty, czyli „full refund”, jeśli produkt nie dotarł lub całkowicie rozczarował, albo jej części, czyli „partial refund”, jeśli w zamówieniu brakuje np. kilku elementów). Jako że koszt odesłania produktu do Chin może przewyższać cenę zakupu, w przypadku niedrogich rzeczy sprzedawcy z reguły zwracają pieniądze, nie wymagając odesłania towaru. Większą stratą będą dla nich negatywne komentarze niż utrata kilku dolarów.
Jeśli wartość przesyłki nie przekracza 22 euro, nie trzeba płacić VAT-u. Jeżeli w deklaracji celnej sklep zaznaczy, że dana rzecz jest prezentem, to limit wynosi 45 euro. Chińscy sprzedawcy dokonują takiej adnotacji praktycznie każdorazowo, by klient uniknął zapłaty podatku.
Kupujący, którzy zamówili droższy produkt, mogą zostać zobowiązani do zapłaty podatku VAT. Urząd celny wezwie przy tym do przedłożenia dokumentów potwierdzających zakup i potwierdzenia zapłaty.
Przesyłki, których wartość nie przekracza 150 euro, zwolnione są z obowiązku zapłaty cła. Uwaga: zwolnienia nie stosuje się do perfum, wód toaletowych, alkoholi, tytoniu. Powyżej tej kwoty urząd może doliczyć cło, którego wysokość będzie zależała od rodzaju produktu (istnieje kilka stawek, a niektóre produkty mają stawkę zerową).
Celnicy sprawdzają przesyłki losowo. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że zainteresują ich duże towary. Zarówno cło, jak i podatek płaci się w chwili odebrania przesyłki.
Wśród tysięcy ofert da się znaleźć perełki. Wiele rzeczy, które są oferowane w polskich sklepach, na AliExpress można kupić za ułamek ceny.
Na AliExpress kupujemy bezpośrednio od producentów, nie płacimy ani za reklamę, ani markę produktu. Jednak w gąszczu tysięcy rzeczy, niekiedy tandetnych, czasem trudno coś wybrać. Na pewno należy zachować ostrożność przy zakupie ubrań, bo wprawdzie sprzedawcy zamieszczają tabele z europejskimi rozmiarami, ale nie zawsze są one adekwatne. Nie należy też sugerować się zdjęciami modelek, bo biorąc pod uwagę budowę ciała Chińczyków, ubrania układają się na nich zupełnie inaczej.
Nie ma cudów. W internecie łatwo znaleźć prześmiewcze zdjęcia, które pokazują oczekiwania klientów, którzy za 20 dol. chcieli kupić np. wieczorową sukienkę podobną do tej, którą miała na gali oscarowej popularna aktorka, i rzeczywistość, czyli na pewno nienadającą się do włożenia szmatkę nieudolnie naśladującą oryginał.
Lampka ostrzegawcza powinna się zapalić przy kosmetykach i niektórych artykułach dla dzieci (smoczki, butelki). Lepiej też nie kupować dziecięcych ubranek, gdyż chińskie produkty nie mają atestów, a na pewno mają wiele barwników i niepewny skład. Kolejną rzeczą są buty (dobre buty kosztują). Elektronikę warto kupować w poleconych sklepach, by uniknąć podróbek. To samo ryzyko czyha na poszukiwaczy luksusowych ubrań i akcesoriów. Nie ma możliwości, by markowy produkt kosztował mniej niż w sklepie firmowym, bo nawet jeśli niektóre domy mody szyją w Chinach, to i tak oryginał kupimy tylko w butiku. Na AliExpress dostaniemy wyłącznie lepszej lub gorszej jakości podróbkę.
Kup prenumeratę Wyborczej i czytaj bez ograniczeń