26 lip, 15:42
Podziel się
Tweetnij
Co zrobić, by zostać popularnym w dzisiejszych czasach? Pomyślmy. Facebook obciął tak bardzo zasięgi, że wybicie się na nim teraz jest bardzo trudne. Ze Snapchata w Polsce mało kto już korzysta (wyparty został przez InstaStories). Youtube, bardzo angażujące miejsce, ale nie każdy ma zdolności montażowe czy też ma cierpliwość i pomysł na tworzenie filmów. Musically, raczej dla dzieciaków. LinkedIN? Tylko wtedy, gdy jesteś Rahim Blakiem.
** Całe szczęście jest Instagram **
Instagram, to obecnie najpopularniejsza aplikacja wśród moich znajomych (globalnie, już ponad miliard użytkowników miesięcznie). Każde przeżycie, moment, chwila musi się znaleźć na Instagramie (lub Instastories). Bo to już nie jest aplikacja do wrzucania zdjęć swojego jedzonka. To potężne narzędzie do tworzenia iluzji pięknego życia (#TakTrzebaŻyć) i (a raczej, przede wszystkim) zręcznym kombajnem do zarabiania sporych pieniędzy. I na tym drugim aspekcie, chciałbym dzisiaj się skupić.
Od prawie dekady pracuję w branży internetowej. Obserwuję, wyciągam wnioski, doradzam swoim klientom. Na co dzień jestem ekspertem od influencer marketingu. Czyli pomagam łączyć influencerów z markami.
Influencer, to osoba, która jest popularna i posiada ‘influence’, czyli wpływ na swoich fanów/followersów. Jest to wykorzystywane (influencerzy mają wpływ na decyzję zakupowe) przez marki do promowania swoich produktów. Bo influencerzy sprzedają. Najprostszym przykładem niech będzie Maffashion (jedna z najpopularniejszych influencerek w Polsce), która kiedyś zachwalała perfumy z Rossmana o zapachu kiwi i ananasa. Owe perfumy były po 30 zł i praktycznie nikt ich nie kupował od lat. Po paru snapach, Maffashion, perfumy zostały wyprzedane. I to nie w jednym Rossmanie, a w całej Polsce. Nawet pojawiły się aukcje na Allegro z perfumami o tym zapachu. Pisałem o tym w artykule do NaTemat o tutaj.
Influencer marketing stał się niezwykle modny. Każdy chciałby być taką Maffashion, której to marki wysyłają tzw: #darylosu czyli darmowe komórki, perfumy, kremy czy wysyłają ją na darmowe wycieczki za granicę. Wszystko, byle pokazała produkt na Instagramie, na którym to ma ponad milion followersów.
** I teraz przechodzimy do sedna - jak zostać influencerem? **
Maffashion, zdobycie takiej popularności zajęło lata. Ciężko na to pracowała. Jak więc być jak Maff, tylko szybciej? Jak zdobyć popularność i dostawać darmowe rzeczy od dużych marek? Bardzo prosto. Wystarczy oszukiwać.
Moi klienci bardzo często dostają zapytanie od influencerów z Instagrama, by wysłały produkt a one go “wrzucą” do siebie (a gdy zapłacimy parę stówek, to dodatkowo zrecenzują na InstaStories). Owi influencerzy mają po 30, 40, 50 tysięcy followersów. Niestety, bardzo często, jak ich sprawdzam, to okazuję się, że większość została kupiona.
Bo to jest bardzo proste, popularność na Instagramie kosztuje około 500 zł. Nie wierzycie? Pozwólcie, że przedstawię Wam krok po kroku jak zostać takim niby-influencerem.
Profil Wojtka na Instagramie


Pakiety dostępne na jednej ze stron sprzedających followersów na Instagramie


Pakiety dostępne na jednej ze stron sprzedających like/serduszka na Instagramie


Pakiety dostępne na jednej ze stron sprzedających komentarze na Instagramie


Pakiety dostępne na jednej ze stron sprzedających zasięgi na Instagramie


Co potrafi taki bot? Tutaj opisane możliwości


Klasyczny przykład użytkownika korzystającego z Instagramowego bota


Zdarza się Wam dostać lajka czy komentarz od popularnej osoby, celebrytki (mimo, że ta Was nie followuje)? W 95% jest to sprawka bota. Sorry, takie mamy social media. Dzięki botom zdobywa się organicznie (naturalnie) ogromną rzeszę fanów. Przypuśćmy, że z naszym kontem zdobyliśmy 4000 followersów, mamy już 10 000.
Miesięczny koszt Instagramowego bota i jego możliwości


Z uruchomionym botem, dokupujemy co jakiś czas za 100 zł 5000 followersów (z dwa razy), aż pokonujemy magiczną liczbę 20 000 obserwujących i tak o ot, staliśmy się influancerami. W Polsce jest niepisana zasada, że marki wysyłają swoje produkty od 5000 followersów.
Na wszystko wydaliśmy niecałe 500 zł. Taki proceder trwa, mniej więcej, dwa miesiące, ale można się uprzeć “załatwić” wszystko w 30 dni.
Ewentualnie, jeżeli jesteśmy leniwi, nie chce nam się czekać, wystarczy kupić konto z 311 000 followersów. Ja znalazłem takowe na Allegro. Jedyne 6000 zł.
Działające konto na Instagramie z 311tys fanów dostępne już od 5999 zł


Wartość reklamowa takiego niby-influencera jest zerowa. Są to przepalone pieniądze. Marki jednak, czy też agencje, które obsługują swoich klientów, nie patrzą na to, liczą się tylko cyferki, zasięgi. I tak powstają tablice reklamowe, czyli nasi niby-influencerzy po zainwestowaniu 500 zł, wrzucają na swoje Instagramy co drugie zdjęcie z produktem i ich feed instagramowy staje się “tablicą reklamową”. Dla takich niby-influencerów jest to normalna praca. Mają oni specjalne grupy na Facebooku, na których wymieniają się mailami do brand managerów, lub dyskutują, która marka co da, co wyśle. Przykład. Znajomy ma biznes, prowadzi knajpkę sushi. Opowiedział mi się, że sporo influencerów instagramowych do niego pisze z ofertą, że jak przygotują dla nich jedzenie za 200-300 zł, to przyjdą (przeważnie ze znajomymi), zrobią sobie zdjęcia i zareklamują miejsce. Niestety, te zdjęcia i reklamy u tych influencerów nie przełożyły się na ruch w restauracji. Poprosiłem go, by mi przez jakiś czas, podsyłał konta tych ludzi. Po mojej analizie, 90% osób, okazała się właśnie takimi niby-influnacerami, którzy kupili swoją społeczność. Dobrze, jak więc sprawdzić, czy ktoś jest niby-influencerem? Jest to banalnie proste. Jeżeli jesteś marką, to koniecznie prosisz o demografię (jeżeli większość obserwujących jest z Turcji, to coś jest mocno nie tak). Ja dodatkowo korzystam z narzędzia socialblade.com do sprawdzania influencerów. Tak wygląda przyrost followersów u Maffashion, wykorzystując socialblade.
Przyrost followersów u Maffashion na przestrzeni trzech lat


Tutaj miesięczny przyrost:
Miesięczny przyrost folowersów u Maffashion


Jest to “zdrowe” konto, i ja, jako konsultant, jak najbardziej rekomenduję współpracę klientowi z takim influencerem. Teraz przyjrzyjmy się niby-influencerom. Poniżej klasyk, czyli tzw: schodki:
Roczny przyrost followersów na przestrzeni roku u jednej z niby-influencerek


Teraz popatrzcie na miesięczny przyrost, a dokładniej jego brak:
Tak w większości wygląda miesięczny “przyrost” niby-influencerów


Co drugi, popularny Instagram (niestety) tak wygląda, zresztą, przekonajcie się sami. Usługa jest darmowa - socialblade.com Niedawno było głośno o dziennikarce TVN, Annie Wendzikowskiej. Bloger, Bartosz Pańczyk napisał tekst, o tym, jak to dziennikarka rzekomo kupiła prawie 300 000 followersów. Tekst przeczytacie tutaj. Na początku nie mogłem w to uwierzyć. Myślę sobie, nie no, przesadził. Wchodzę więc na wcześniej wspomniane social blade i patrze na miesięczny przyrost. Popatrzcie na poniedziałek…
Miesięczny przyrost u Anny Wendzikowskiej


Komentarz pozostawię Wam. Dopóki marki będą wysyłać za darmo rzeczy takim niby-influencerom i dopóki będą powstawać narzędzia automatycznej obsługi influencerów czy strony oferujące darmowe produkty dla takich niby-influenceów, dopóty ten proceder będzie dalej przebiegał. Na tę chwilę nic na to poradzić nie możemy. Instagram to biznes, i jak w każdym biznesie, zawsze znajdą się Janusze-biznesu, którzy chcą “pojanuszować”.
Ostatnio na Twitterze, pod dyskusją o niby-inluencerach, ktoś bardzo trafnie skomentował to zjawisko, otóż: “bycie popularnym na Instagramie, to jak bycie bogatym w Monopoly”.
I z tym zdaniem was dzisiaj zostawię.
Autorem tekstu jest **Wojtek **Kardyś - ekspert do spraw komunikacji Internetowej. Z wykształcenia filozof, scenarzysta, dziennikarz. Współzałożyciel domu produkcyjnego Good For You. W reklamie internetowej od ośmiu lat. Specjalizuje się głównie w produkcji video oraz marketingu influencerskim i social mediowym.Twórca pierwszej w Polsce audycji radiowej w całości poświęconej influencerom - Cotygodniowy Przegląd Internetu.
Measure Measure