Londyn. Leżę, skąpany w atramentowej ciemności. Zewsząd zaczyna dobiegać dziwny odgłos. Przypomina drapanie lub pocieranie, ale jest mi obcy – to jedyny dźwięk w kokonie totalnej ciszy. Próbowałem wytężyć wzrok, ale nie mogłem niczego dojrzeć. Dopiero po chwili zorientowałem się, że to odgłos moich poruszających się oczu.
We wrześniu udało mi się spróbować terapii polegającej na unoszeniu się na wodzie. To dość ekstrawagancki proces – trochę fizjoterapeutyczny, trochę polegający na szukaniu siebie w ramach jakichś newage’owych wierzeń, a trochę relaksacyjny.
Chodzi o wywołanie ekstremalnej deprywacji sensorycznej. Kładziesz się w zamkniętej kabinie w totalnej ciemności i ciszy. Unosisz się na powierzchni roztworu wody i siarczanu magnezu (w celu zwiększenia siły wyporu), który utrzymywany jest w temperaturze ciała. Trudno powiedzieć, gdzie kończy się woda, a gdzie zaczyna powietrze.
Unosisz się tam samotnie, zawieszony w cichej, nieprzeniknionej ciemności. Cały proces jest intensywnie relaksujący, a brak jakiejkolwiek stymulacji oznacza, że myśli nie przestają krążyć – co może wręcz przyprawić o halucynacje.

Foto: Rob Price/Business Insider
Dla jasności: Floatworks udostępniło mi kabinę za darmo na rzecz artykułu. Koszt pojedynczej sesji wynosi tam około 50 funtów.

Foto: Rob Price/Business Insider

Foto: Claudia Romeo / Business Insider

Foto: Claudia Romeo / Business Insider Kabina ma około 2,5 metra. Można swobodnie się w niej unosić, nie dotykając żadnego z brzegów

Foto: Business Insider

Foto: Claudia Romeo / Business Insider Spokojnie: w każdym momencie można wyjść z kabiny
Nie czujesz swojego ciała ani wody, która je otacza. Nie widzisz pokrywy nad sobą. Nie masz na sobie nawet kąpielówek, by nic cię nie rozpraszało. Znajdujesz się w 2,5-metrowej kabinie, ale równie dobrze mógłbyś dryfować w kosmosie.
W tej pustce wyostrza się twój słuch. Kabina jest wytłumiona, a dźwięki w budynku zostały ograniczone do minimum. Do uszu wkłada się nawet zatyczki. Nic nie może się przedostać.
Jesteś więc uwięziony z dźwiękami twojego własnego ciała. Oddech i tętno wyznaczają stały rytm. Słyszysz każde mrugnięcie, nawet to jak gałki oczne obracają się w oczodołach.
Czułem się jakbym dryfował, poruszał się, powoli obracał – mimo że pozostawałem w bezruchu. Nie dotknąłem przecież nawet krawędzi kabiny. W tej dezorientującej pustce umysł zaczyna wędrować

Foto: Claudia Romeo / Business Insider Wygląda jak kabina hibernacyjna z filmów science fiction, ale szanse, że obudzisz się osamotniony na statku kosmicznym są raczej nikłe
Po pierwsze: doświadczenie jest intensywnie relaksujące. Powrót do rzeczywistości był niemałym szokiem, ale o tym więcej za chwilę.
Bez jakiejkolwiek rozrywki – umysł zaczyna płatać figle. Niektórzy spotkali się nawet z halucynacjami.
Znalazłem się w zawieszeniu między świadomością a snem. Umysł bawił się w luźne skojarzenia – zamki, chmury, muzyka, kształty. Nie były to halucynacje, na pewno nie w typowym ich znaczeniu. Bez wpływu rzeczywistości moja wyobraźnia była żywa i szalona.
W pewnym momencie wydało mi się nawet, że usłyszałem głos Hillary Clinton gdzieś w oddali, trudny do rozpoznania. Dzień wcześniej oglądałem jedną z ówczesnych debat prezydenckich. Nie słyszałem tego naprawdę. Było to oczywiste. Gdybym skoncentrował się na tych dźwiękach, natychmiast by zniknęły i znów leżałbym sam w ciemnościach.

Foto: Claudia Romeo / Business Insider

Foto: Claudia Romeo / Business Insider

Foto: Claudia Romeo / Business Insider

Foto: Claudia Romeo / Business Insider

Foto: Claudia Romeo / Business Insider Chris Plowman, dyrektor Floatworks. Naprawdę zrelaksowany gość
Dla niektórych taka terapia to narzędzie relaksacyjne lub pomoc w fizjoterapii. Inni uznają komory za wzmocnienie medytacji. Dla niektórych jest to wręcz duchowe przeżycie.
Niektórym zdarza się przypominać konkretne sceny z życia. Widzą pewne zależności – mówi Chris Plowman, dyrektor Floatworks. – Jesteś tam pomiędzy stanem świadomości a marzeń sennych. To źródło najbardziej psychodelicznych doświadczeń – tłumaczy.
Czy zdecydowałbym się ponownie na wejście do komory? Na pewno bym to rozważył, ale muszę przyznać, że nie jest tanio. Plowman twierdzi natomiast, że najlepszy efekty przynosi regularne wchodzenie do kabiny.